Wyrosła, obca życiu, miłości i latu:
Róża — bez woni, lilia — lecz bez majestatu,
Czczość dziewiczą kaprysem zalotnym rozmarza.
Przecie, w strojnym teatrze, w tych świateł potoku,
Co wnętrze lóż omgleniem złocistym przystraja,
Jakże cudną pięknością płonie białość wasza!
Alabastrowe gwiazdy, rozsiane w pomroku
Czarnych włosów tych kobiet, których wdzięk upaja
Jak cudotwórcze piękno marmurów Fidiasza183.
— Co pan myśli o moich biednych sonetach? — zapytał wprost Lucjan.