— Wiesz, mieszka teraz przy ulicy du Bondy.
— Kto jest ten śliczny chłopiec z tobą, Lousteau? — rzekła aktorka, schodząc ze sceny.
— O, moja droga, to wielki poeta, człowiek, który będzie sławny. Skoro macie wieczerzać razem, Natanie, przedstawiam ci pana Lucjana de Rubempré.
— Nosi pan piękne nazwisko — rzekł Raul.
— Lucjanie! Pan Raul Natan — rzekł Stefan do nowego przyjaciela.
— Na honor, czytałem pana przed dwoma dniami i nie mogłem pojąć, iż ktoś, kto napisał pańską książkę i pański tomik poezji, może być tak pokorny wobec dziennikarza.
— Pogadamy o tym po pańskiej pierwszej książce — odparł Natan z wiele mówiącym uśmiechem.
— Ho, ho, ultra i liberały gruchają z sobą tak czule? — wykrzyknął Vernou, widząc ten tercet.
— Rano jestem przekonań mego dziennika — rzekł Natan — ale wieczór myślę, co chcę: w nocy panuje wolność myśli, obok wszelkich innych wolności.
— Stefanie — rzekł Felicjan do dziennikarza — Finot przyszedł ze mną i szuka cię. A, idzie właśnie.