rękę mi ścisnął i krzyczy: „Jak się masz, kochany kolego?”

„Średnio na jeża — odparłem — i życzę ci jak najlepiej!”

Widząc, że przypiął się do mnie i ani się nie odczepi,

pytam: „A co chcesz?”. On na to: „Ach znasz mnie, wszak jestem literat!”.

”Cenię cię za to” —- bąknąłem... i pragnąc mu umknąć, rad nie rad

kroku przyspieszam, to znowu przystanę i w sposób intymny

szepce coś niby słudze do ucha... a ciało mi zimny

pot oblewa. „O gdybym tak umiał do gniewu być prędki

jak Bolanus!”, powtarzam w duchu. On, wziąwszy mnie w dozór,

sławił Rzym i przedmieścia, wartko rozpuścił już ozór.