Ja wciąż milczę. On wtedy: „Już z dawna zgaduję twe chętki!

Zwiać chcesz ode mnie... fe, brzydko! Wszak nie masz co robić... więc pójdę

z tobą, gdziekolwiek dążysz”. Ja w nową wdałem się bujdę:

„Po co masz drogi nakładać? Do człeka, co złożon chorobą

idę... nie znasz go... mieszka daleko za Tybrem503... w pobliżu

parków Cezara...” „Mam czas, nie jestem leniwy, więc z tobą

pójdę wszędzie”. Stuliłem uszy, niepomny prestiżu

jak zgłupiały osiołek, gdy wielki przytoczył go bagaż.

On znów: „Zważywszy mój talent, już widzę, że się nie wzdragasz

z Wiskiem504, z Wariusem505 mnie równać w przyjaźni... Boć przecie któż skrobnie