Choćby przez Syrtów4 wędrował odmiały5,
Czy przez Kolchidy6 grzbiet, śniegami biały,
Czy nad Hydaspem7, gdzie w skwarnym upale
Leniwe płyną ociężałe fale,
Wszędy bezpieczny. Wieść nie próżno niesie,
Że gdy raz błąkam się w sabińskim lesie
I rozśpiewany na cześć mej dziewczyny
Brnę coraz dalej w nieznane gęstwiny,
Nagle wychyla się wilk z matecznika
I na mój widok jak zmyty pomyka.