Satyra I, 9 (Ibam forte Via Sacra...)

Gaduła

Szedłem raz Świętą Ulicą, zwyczaju trzymając się swego,

zamyślony głęboko o jakichś niebieskich migdałach:

nadbiegł pewien, znany mi tylko z nazwiska, patałach,

rękę mi ścisnął i krzyczy: „Jak się masz, kochany kolego?”

„Średnio na jeża — odparłem — i życzę ci jak najlepiej!”

Widząc, że przypiął się do mnie i ani się nie odczepi,

pytam: „A co chcesz?”. On na to: „Ach znasz mnie, wszak jestem literat!”.

”Cenię cię za to” —- bąknąłem... i pragnąc mu umknąć, rad nie rad