kroku przyspieszam, to znowu przystanę i w sposób intymny

szepce coś niby słudze do ucha... a ciało mi zimny

pot oblewa. „O gdybym tak umiał do gniewu być prędki

jak Bolanus!”, powtarzam w duchu. On, wziąwszy mnie w dozór,

sławił Rzym i przedmieścia, wartko rozpuścił już ozór.

Ja wciąż milczę. On wtedy: „Już z dawna zgaduję twe chętki!

Zwiać chcesz ode mnie... fe, brzydko! Wszak nie masz co robić... więc pójdę

z tobą, gdziekolwiek dążysz”. Ja w nową wdałem się bujdę:

„Po co masz drogi nakładać? Do człeka, co złożon chorobą

idę... nie znasz go... mieszka daleko za Tybrem1... w pobliżu