I wierny rzeźbiarz zręcznie dłutem wypiętnuje
Włosy, co się po czole rozlały splotami,
I fałd togi muskanej z lekka zefirami,
Lecz cóż? Jeżeli w twarzy wyrazu brakuje,
A w postaci harmonii miłej wzrok nie czuje?
Stąd zrzekłbym się wieszczego w utworze natchnienia,
W połyskującym włosie, ni to kruka skrzydła,
I brwi ciemniejszych łuków, gdy od przyrodzenia
Dany nos szpetny, miałby zniszczyć te mamidła
I zmienić w kształt potworny czubate straszydła!