I chmurą pierś zasuniesz, co swe bóstwa święci!

I poznasz, że kto tworzy, niech tworzy bez uszu,

Tylko swego o radę niech pyta geniuszu,

A jeżeli go nie ma, to go rady zdradzą,

Bo na śmierć i na geniusz, mędrcy nie poradzą!

Tyś płakał łzami dziecka nad twoją ofiarą,

Dojrzałeś żarem słońca natchnień, mąk zapału,

I najpierwszy klęczałeś w piersi z żywą wiarą

Przed ołtarzem twych tworów lub śmiał się do szału

W duszy, z śmiesznych, dziwacznych, spaczonych postaci,