— Chwileczkę. Spokojnie — powiedział Doktor. — Nie płacz. Chodźmy pogadać do mesy. Niewykluczone, że twój wujek jest cały i zdrowy. Nie masz pewności, że utonął, prawda? To już coś. Może uda nam się go odnaleźć. Najpierw napijemy się herbaty z dżemem truskawkowym, a potem ustalimy plan działania.
Zwierzęta przysłuchiwały się tej rozmowie z wielkim zainteresowaniem. Kiedy wszyscy przenieśli się już do mesy i zaparzyli sobie herbatę, Dab-Dab przyczłapała do krzesła Doktora i szepnęła:
— Zapytaj morświny, czy wuj chłopca utonął. Na pewno będą to wiedziały.
— W porządku — rzekł Doktor i sięgnął po kolejną kromkę chleba z dżemem.
— Czemu tak dziwnie mlaska pan językiem? — spytał chłopiec.
— Wypowiedziałem tylko kilka słów w języku kaczym — wyjaśnił Doktor. — To Dab-Dab, jedno z moich zwierzątek.
— Nie miałem pojęcia, że kaczki mają swój język — powiedział chłopiec. — Pozostałe zwierzęta też należą do pana? A co to za dziwoląg z dwiema głowami?
— Ćśś! — szepnął Doktor. — To dwugłowiec. Nie chcę, żeby wiedział, że o nim rozmawiamy, bo okropnie by się zawstydził. Powiedz mi, jak to się stało, że zostałeś zamknięty w składziku?
— Piraci wepchnęli mnie tam, kiedy ruszali okraść inny statek. Nie wiedziałem, kto dobija się do drzwi. Byłem przeszczęśliwy, kiedy zobaczyłem, że to pan. Czy zdoła pan znaleźć mojego wujka?
— Zrobimy, co tylko w naszej mocy — rzekł Doktor. — Powiedz, jak on wygląda.