In memoriam trzech wielkich aktorów

I.

Wspłonął1 i nagle zgasł, jak knot zdmuchnięty,

Oblicza nasze powlókłszy znienacka

Błyskawicowym poblaskiem bladości.

Runął: z nim wespół padły kukły wszystkie,

Do których żył przesączył krew dyszącą;

Bezgłośnie umierały, a gdzie leżał,

Tam się walała ciżba zwłok, rzuconych

Byle jak, w dzikim tłoku: tu kolano