Słysząc to Chaim-Boruch się poruszył. Z ust wyślizgnęła mu się fajeczka. Z trudnością zdołał wybąkać jedno zdanie:
— Dobrze, powiem to Sarze-Rywce.
— Tak, powiedz jej, żeby ci kupiła dużą fajkę. Taki duży cybuch jak mój. Weź go na miarę.
I mówiąc to rabi wręczył mu swój świąteczny cybuch.
Na tym rozmowa i cała sprawa się skończyła. Zanim jednak zdążył wrócić do domu, całe miasteczko już wiedziało o tym, co zaszło. O tym, że Chaim-Boruch wiezie z sobą cybuch od rabiego.
Ludzie na ulicach i w mieszkaniach zadawali sobie pytania:
— Do czego i na co przydać się może cybuch rabiego?
I zadając sobie to pytanie, jednocześnie znajdywali na nie odpowiedź!
— To z pewnością środek na urodzenie dzieci. Chaim-Boruch, zdaje się, choruje na to, na co chorują wszyscy uczeni. Z pewnością dym ze świątecznej fajki rabiego odniesie pożądany skutek. Aha! I jeszcze coś! Sara-Rywka choruje na oczy. Ma dwadzieścia dwa lata i już nosi okulary. Rabi z pewnością miał ją na względzie. Przecież to żona samego Chaima-Borucha. Nie byle kto.
A mówiąc ogólnie, może pomóc na wszystko. Zwłaszcza jego świąteczny.