Tak właśnie wyglądał sen rabiego Noacha.
Obudziwszy się szarym rankiem, rabi Noach zrozumiał, że nie był to zwykły sen. Szybko się ubrał i pognał do beit-hamidraszu6, żeby śpiący tam uczeni studiujący Pismo, wyjaśnili mu sens snu. Po drodze do beit-hamidraszu musiał przejść przez rynek. Tu zauważył wóz kryty budą. Patrzy i oczom nie wierzy. Przy wozie stoi furman opasany czerwonym gartlem. W ręku trzyma długi bat. Ten sam Żydek, którego widział we śnie.
Od razu kapuje, że za tym kryje się jakaś tajemnica. Nie zastanawia się długo i zaraz podchodzi do furmana, i pyta go:
— Dokąd Żyd jedzie?
— Nie twoją drogą!
— A może bym się zabrał z tobą? Bardzo o to proszę.
Furman przez chwilę rozmyśla, po czym oświadcza:
— A na piechotę nie łaska? A idź ty sobie swoją drogą!
— Dokąd mam iść?
— Tam, gdzie cię oczy poniosą! Nie moje zmartwienie.