— Nie wszystkich.
— Dlaczego nie wszystkich?
— Nie rozumiem pańskiego pytania. Jeśli na przykład taki mój krewniak otworzy sobie sklep z tym samym towarem obok mego, jakby innych interesów na świecie nie było. Jeśli taki krewniak wchodzi mi w drogę, odbiera mi klienta i wydziera mi niemal z ust mój własny kęs chleba, to ja mam go kochać? Albo, powiedzmy, mam krewniaka ze strony żony. A ten jest pijakiem, bezbożnikiem profanującym świętą sobotę, to co? Mam go kochać?
— A oprócz nich?
— Oprócz nich to pozostałych i znanych mi krewnych kocham.
— A tych, których pan nie zna?
— Nie mam pojęcia. Mam na przykład kuzyna w Ameryce, którego nigdy na oczy nie widziałem.
— To go pan zapewne... — naciskam na niego.
— Nie mogę powiedzieć, że go nienawidzę, ale kochać go też nie potrafię.
— A w ogóle to Żydów pan zna?