I mówiąc to, młodzieniec palcem wskazuje na niebo.

Żyd uśmiecha się kpiąco i powiada niby do siebie:

— No i udał się chłopak.

Ale dalej zadaje mu pytanie:

— A innego tatusia nie masz?

— Nie!

— A matkę?

— Czy koniecznie trzeba ją mieć?

Pokłada się Żyd ze śmiechu. Młodzieniec zaś grzecznie pyta go:

— Czy mogę już odejść?