— Czy pan nie wie, że tego roku nie mieliśmy ani deszczu, ani rosy? To woda.

— Przeprawimy się promem?

— Jakim tam promem? Woda sięga do kostek. To stojąca woda.

— Woda deszczowa?

— Chyba tak.

— Z otaczających wzgórz?

— Musowo.

Jedziemy dalej i z cienia robi się człowiek, prawdziwy Mosiek. Widzę już wyraźnie, jak poły jego chałata się kołyszą. Biała broda drży.

Zrównaliśmy się z nim. Już ręką uchwycił się wozu.

— Dobry wieczór, Macieju!