— Przyszliśmy cię uwolnić — wołają do niego i żelaznym łomem wyważają drzwi.
Strumień światła wpada do celi.
— Jakże się zestarzał! — zauważają wyzwoliciele.
— Jak zbielały jego włosy!
— A jednak oczy płoną!
Ale ogień w oczach barda gaśnie. Łamiącym się głosem pyta:
— Chcecie mnie uwolnić? Już się mnie nie boją? Tak się już zestarzałem?
I ci, którzy przyszli go uwolnić, odpowiadają:
— Nie boją się ciebie. Po prostu zatęsknili za tobą! Teraz ludzie cię rozumieją. Chcą to usłyszeć z twoich ust! Sam baron przypomniał sobie o tobie... To on właśnie nas posłał. Dzisiaj są twoje imieniny. Wydają ucztę na twoją cześć. Po jego prawicy stoi przeznaczone dla ciebie honorowe krzesło. Na stole biesiadnym złote puchary. Damy dworu rozbiegły się po ogrodzie, żeby narwać kwiatów, z których uplotą wieniec dla ciebie. Panowie dworu zaś zbierają pieniądze na prezent dla ciebie... pomnik na wsze czasy... tak wysoko cię cenią. Pokochali cię. Twoje pieśni z doliny śpiewane są w pałacu na górze. Chodź z nami. Dożyłeś swego szczęścia.
— Nie wiem — odpowiada bard — jak długo czekałem na szczęście, o którym mówicie. Nie liczyłem lat, ale w ich ciągu dziko zarosłem...