— O drożdże — odpowiada Chaim-Boruch.
— We wszystkich zakątkach żydowskiej diaspory zdążono już upiec chały. W piątek po godzinie dwunastej nie mówi się już o drożdżach.
Następnego dnia, w wieczór kończący sobotę Chaim-Boruch dokładniej wyjaśnił rabiemu, o co mu chodzi. Powiedział:
— Może rabi zajmie się tą sprawą?
— A ty nie jesteś w stanie się nią zająć? Czy, broń Boże, przed twoją modlitwą niebo jest zamknięte?
Chaim-Boruch słowa „broń Boże” wyraźnie usłyszał i kamień natychmiast spadł mu z serca. Minęło jednak kilka miesięcy i nic się nie działo.
Na święto Rosz-haszana40 Chaim-Boruch znowu udał się do rabiego.
Kiedy święto dobiegło końca, rabi nagle uderzył Chaima-Borucha po plecach i zapytał go:
— Czego ci potrzeba, Chaimie-Boruchu?
— Niczego! — odpowiedział zawstydzony Chaim-Boruch.