Nareszcie byliśmy za Uralskimi Górami.

Tu zobaczyłem przeklęty Sybir, ten grób tylu naszych braci, to piekło ziemskie! Ileż tutaj biedni Polacy wycierpieli, ilu z tęsknoty za Ojczyzną umarło!

Przejeżdżając przez to miasto, ciekawie się wszystkiemu przypatrywałem. Wszystko tu jakoś inaczej wyglądało; domy, chociaż drewniane, ale obszerne i czyste; a poza głównym miastem rozciągały się duże ogrody, w których środku stały ładne domy, jakby pałacyki. Były to mieszkania bogatych kupców.

Gdy się dobrze rozpatrzyłem, zaczął mi się ten Sybir jakoś lepiej podobać, i chociaż tu jako więzień wjeżdżałem, zdawało mi się tutaj weselej niż w samej Rosji. Ludzie jacyś lepsi, litościwsi dla nas, biedaków, i widać było, że nas żałowali.

Jednego dnia przyjechaliśmy do miasteczka Tiumenia162; jest to pierwsze miasto okręgowe guberni tobolskiej. Bardzo wielkie tu mają być składy towarów, bo tędy najwięcej przechodzą towary, które wiozą z Rosji do Syberii i ze Syberii do Rosji; z samych Chin tędy wożą dużo herbaty i innych towarów, ale Chiny na drugiej stronie Syberii leżą o parę tysięcy wiorst163 daleko. Jak się jedzie do Tiumenia z Jekaterynburga, idzie trakt równym stepem nad samymi Górami Uralskimi; dalej przechodzi przez miasta: Tobolsk, Tomsk, Krasnojarsk, Irkuck aż do miasta Kiachty164; to ostatnie miasto leży na samej granicy państwa chińskiego. Przez miasto Kiachtę tylko przepuszczają Chińczyki towary ze swego kraju, bo reszta tego państwa otoczona jest murem, jak mi powiadali, długim na parę tysięcy mil, wysokim miejscami na 40 łokci165, a takim szerokim, że na murze mogą jechać obok siebie trzy wozy.

Jak się o tym dowiedziałem, to nie chciałem wierzyć, ale gdy mi nawet księża mówili, że to prawda, toć uwierzyłem, ale jednak pojąć nie mogłem, na co takie mury pobudowali; dopiero mi powiedzieli, że te Chińczyki to spokojny lud, który dlatego taki mur pobudował, żeby ich sąsiedzi nie mogli napadać i rabować.

Z Tiumenia do Tobolska166 jest 250 wiorst, czyli trzydzieści i kilka mil naszych. Do Tobolska przywieziono nas do komisji, która miała nas rozgatunkować i rozesłać na miejsca przeznaczenia, gdzieśmy mieli nasze kary odsiedzieć.

13. W Juninie na zesłaniu

Było to właśnie jakoś w maju, gdyśmy przybyli do Tobolska. Tu niedługo nas zatrzymali; zdaje mi się, że w tydzień wysłali mnie z partią, składającą się ze stu ludzi, dalej kibitkami do Omska167, skąd dopiero mieli mnie odstawić do Junina168, wsi za Omskiem o jakie 80 wiorst.

Do dnia wpakowano nas znowu na kibitki i wyjechaliśmy raźnym kłusem z Tobolska.