Zaraz nazajutrz po naszym przybyciu do Junina zawołano nas po kolei przed smotrytiela171. Jest to w każdej takiej wsi jakby naczelny komendant nad więźniami. Jak na mnie przyszła kolej, abym wszedł do jego biura, prowadzony przez żołnierza, właśnie pan smotrytiel przeglądał moje papiery i zaraz się do mnie po rosyjsku odezwał: „Z tobą to gorzej niż z drugimi, boś ty skazany do ciężkich robót na pewien czas i dopiero, jak sobie dobrym prowadzeniem zasłużysz, to będziesz mógł być posieleńcem. Ty wiesz, to za tę sprawkę: za pobicie żandarma w Warszawie”.
Zrozumiałem, co do mnie mówił, bom już trochę się był poduczył w drodze rosyjskiej mowy, i zaraz też odpowiedziałem, jakem umiał: „Słuszaju172, panie naczelniku! Ale to było zupełnie niewinnie, bo już ten żandarm mnie tak niemiłosiernie katował, że ani podobna; to człowiek z desperacji go lunął”.
Uśmiechnął się smotrytiel i machnął jeno ręką; „Z początku pójdziesz do taczek, a potem zobaczymy. Paszoł!173”
Zaraz mnie też odprowadzili do kuźni, odjęli ten przeklęty łańcuch, com miał na ręku, i przykuli do taczek tak, że taczki miałem do lewej nogi przykute i wszędzie wlec je musiałem za sobą.
Zaraz też tego samego dnia poszedłem z drugimi do roboty. Woziłem w mych taczkach glinę do cegielni. Mieli tam właśnie wypalić parę piecy na dom dla pana smotrytiela.
Robota, jak robota, nie była bardzo ciężka, ale te wściekłe taczki wlec ciągle za sobą to już w człowieka mory174 biły; gdziem się jeno ruszył, to taczka za mną, czy spać, czy jeść; już też nie wiedziałem rady z desperacji.
Raz też, na moje szczęście, pomodliłem się z całego serca do Pana Boga, a On też zaraz mi dopomógł.
Przyszedł właśnie smotrytiel zobaczyć do nas, jak się też pierwszy piec wypalał. Patrzy, a tu majster, co miał w piecu palić, pijaniusieńki leży, a ogień w piecu zagasł. Okropnie się pan smotrytiel rozzłościł, gdy to zobaczył (choć to był dobry człowiek), siarczyście zaklął i powiada: „Cóż ja tu pocznę, kiedy to bydlę tak pije, że niepodobna! Naturalnie, piec mi spaskudzi; żeby też Boh mi zesłał jakiego innego majstra”. Na to ja się odezwałem: „Ja potrafię cegłę wypalić, bom robił w cegielni”. Bardzo się pan smotrytiel ucieszył, gdy to usłyszał, i zaraz kazał mnie do kowala zaprowadzić i rozkuć, a prócz tego obiecał mi, że jeżeli dobrze wypalę, to mi pozwoli zaraz po skończonym paleniu wybudować sobie z trzema kolegami domek i wolno żyć w nim jak posieleniec. Co prawda, tom jeszcze nigdy sam nie był wypalił pieca cegły, ale tylko pomagałem ceglarzowi przy paleniu; lecz myślałem sobie, przecież to nie pismo, to się da jakoś radę, a jeno drzewa to nie będę żałował na wielki ogień, a potem, jak się dopędzi ogniem, zawalę ziemią na wolę bożą.
Tak mi się też i udało, tylko cegła to prawie same klinkry175 się porobiły, bom drzewa ogromnie dosadził176; tego też nie potrzeba było żałować, boć tam tego pod dostatkiem.