Jak się pozbyłem tej szelmowskiej taczki, tak od razu weselej mi się zrobiło. Cztery piece wypaliłem i zaraz też smotrytiel pozwolił mi wybudować sobie domek razem z dwoma kolegami niewoli. Pan Chrzanowski z Warszawy i Lewandowski z Kujaw razem ze mną dostali pozwolenie budowania chałupy.

Wzięliśmy się też ostro do budowania chałupy, czyli do roboty. Lewandowskiemu to tęgo szła robota od ręki, bo widać było po nim, że był doskonały cieśla, ale pan Chrzanowski, który, jak mi mówił, w książkach pracował we Warszawie, to żal się Boże, namachał się, namachał, ale roboty nie tylko, że znać nie było, ale szczęście prawdziwe było, gdy nie popsuł, cośmy dwaj zrobili. Ściągał więc i szykował drzewo, a myśmy obrabiali. Potem dobry człowiek, jeden gospodarz, także posieleniec, pomógł nam zwieźć i postawić nasz budynek, tak żeśmy go zdążyli wyszykować przed zimą. To dopiero była radość, gdyśmy się przeprowadzali do naszego pałacu! Smotrytiel powiedział nam, że każdemu posieleńcowi może pożyczyć 55 rubli na zagospodarowanie. Wzięliśmy też każdy tę pożyczkę ze skarbowych pieniędzy i zaraz też kupiliśmy sobie dwie krowy, któreśmy dostali w sąsiedniej wsi.

Prawda, że tam w Syberii wsi to czasem o dziesięć mil jedna od drugiej leżą, nie tak jak u nas, co by to prawie dorzucił kamieniem od wsi do wsi, ale też za to ziemi i łąk jest pod dostatkiem, a kosi, kto chce, tak że nie potrzebowaliśmy kupować siana, ale narobiliśmy sobie tyle, ile nasze dwie krowy mogły spotrzebować przez zimę.

Za krowy zapłaciliśmy dwanaście rubli, tak że nam dosyć pieniędzy pozostało na wszystkie potrzeby.

Ci, co dłużej już byli, nauczyli nas, jakich rzeczy przez zimę będziemy potrzebowali, bo to w Syberii nie taka zima, jak u nas; tam często ze sześć i ze siedem miesięcy śnieg leży, a jak mrozy porządne uchwycą, to na 40 stopni; a choć człowiek ma na sobie dwa kożuchy, to czasem myśli, że stężeje. Najgorzej, gdy podczas takiego mrozu wiatr się ruszy, to wtedy Sybirak rękawicami twarz sobie zakrywa, bo zaraz by sobie nos albo twarz odmroził; a gdy wiatr ten minie, to każdy sobie twarz śniegiem naciera, bo to najlepszy sposób, żeby się ustrzec od odmrożenia ciała.

Całe szczęście, że podczas tęgich mrozów w Syberii wiatr rzadko się ruszy, a jeżeli się ruszy, to trwa najdłużej z pół godziny; gdyby tam miały wiatry podczas takich mrozów panować, toćby tam nikt nie wyżył.

Buty długie aż do kolan, skopiaki177 i kożuch obcisły, w tym chodziliśmy w naszej chałupie przez zimę, ale na dwór to braliśmy drugi obszerny kożuch, opasywany wełnianą krajką178, futrzaną czapkę z dużymi klapami na uszy, a jeżeli miało się gdzie jechać, to nogi przykrywaliśmy jeszcze jakim futrem i często pomimo takiego ubrania porządnie człowiek zziąbł. Na Syberii najwięcej ludzie żywią się barszczem, czyli kwasem, na który to mówią Sybiraki „szczy”; poza tym parzonkę jedzą; jest to rzepa upieczona, obłupiona i złożona na schowanie w kadzi; do jedzenia gotuje się ją we wodzie zagęszczonej mąką, co jest bardzo smaczne.

Sajga (stokfisz suszony) jest także bardzo używana; kapustę kwaśną, surową prawie, co dzień jedzą i chleb z razowej żytniej mąki. Pieczywo z pszennej mąki rzadko się trafia i nazywają je „pirogi”. Robią też pirogi bardzo dobre z jęczmiennej mąki, a te pirogi tak się robią179.

Najprzód obija się jęczmień ze skórki, jak u nas na pęczak, potem miele się bardzo dobrze i miałko na mąkę, przesiewa przez bardzo gęste rzeszoto180 i zarabia ciasto z wodą. Na noc postawia się przy piecu, aby się nadarzyło, a nazajutrz rano bierze się to ciasto i kładzie na ciasto z rżanej181 mąki tak, aby to ciasto rżane było ułożone jakby talerz. W to zagłębienie dlatego to ciasto się kładzie, aby się w piecu nie rozlało, bo jest bardzo rzadkie. Ciasto smaruje się po wierzchu masłem i dosyć grubo nakłada się serem. Upieczone doskonale smakuje, szczególniej jeszcze świeże, później starzeje i coraz gorsze się robi.

Naturalnie, że mięso tam jedzą i świeże ryby, których jest moc182 we wszystkich wodach sybirskich; a miejscami to już tyle jest zwierzyny, że prawie przejść nie można, szczególniej ptaków tam latem jest bardzo dużo: gęsi, kaczek dzikich, łabędzi, głuszczów, cietrzewi, bekasów i słonek, dubeltów co nie miara, a w borach bardzo dużo zwierzyny wszelkiego gatunku. Z drapieżnych — niedźwiedzi jest dużo, ale co do wilków, szczególniej w Górach Uralskich, to czasem w stadach po paręset się natrafia, i nieraz podróżnych wraz z końmi zjadają. Lisów w Syberii jest bardzo wiele gatunków, a prześliczne mają futra. Najkosztowniejsze niebieskie lisy; tych skórki to już dla samego cara do Petersburga idą. Najlepiej jednak płacą skórki z tumaków183 i gronostai. Szopy tam za bezcen, a zwyczajnymi lisami byle kto ma podbite ubranie. Trafiają się też często zimą białe lisy i zające.