Najzabawniejszy sposób jest, jakim Sybiraki dzielą między siebie łąki. W dniu umówionym zbierają się wszyscy, co chcą łąkę kosić, na placu we wsi. Gdy się wszyscy konno na tym placu zbiorą, na dany znak puszczają się ku łąkom co koń wyskoczy i kto pierwszy przyjedzie, ma prawo wziąć najlepszy kawał; kto drugi przyjedzie, wybiera znowu dla siebie najlepszy, i tak do ostatniego; ale kto na końcu przyjedzie, ten zawsze jednak trawę w kolano dostanie, boć tych łąk jest sto razy więcej, niż Sybiraki mogą spotrzebować.
W lecie bydło bardzo często tylko w nocy wypędzają na pastwisko, bo w dzień przed komarami, różnymi muchami i bąkami jeść nie może. W każdej wsi jednego mają pastucha wspólnego, a że wsi do tysiąca i więcej mają mieszkańców, więc pastuch ma swoich pomocników, aby stado (czasem z 1500 sztuk bydła) pomogli mu paść i obronić od wilków i niedźwiedzi, które bardzo są śmiałe. Pastuch ma ze sobą 20 psów, bardzo dużych i podobnych do wilków; te psy to najlepsze stróże, wilka rozedrą, gdy im się nawinie, a nawet na niedźwiedzia się rzucają i choć mu nie dadzą rady, to jednak bydło obronią i tak go długo zabawią, aż pastuchy zdążą przybiec i z łuku lub kulką go ubiją. Sybirak na niedźwiedzia śmiało bodaj z oszczepem uderza, choć tam (jak już mówiłem) niedźwiedzie są ogromne; jedynie woli zejść z drogi białemu niedźwiedziowi, bo ten ma najtwardsze życie, jest najmocniejszy i bardzo zacięty. W północnej i środkowej Syberii bardzo często używają psów (o których wyżej mówiłem) do ciągnienia sanek.
25, Polowania
Sybirak zaprzęga sześć psów, po dwa, do sanek, a siódmy jako przewodnik biegnie luzem naprzód; ten siódmy to jakby starszy, zawsze mu te drugie ustępują, a on je karze, jak myśli, że zasłużą. Bardzo to szybka i wygodna jazda tymi psami, bo mocne, więc dużo uciągną; szybko biegną, a w drodze zwierzyną upolowaną doskonale się żywią. Jedyna bieda z psami, gdy się zwierzyna pokaże, bo wtedy już wcale nie słuchają, głosu Sybiraka, ale puszczają się na łeb, na szyję za zwierzyną, nie pytając, czy dół, pniak, góry. Z sanek Sybirak wypadnie, wszystko, co w sankach, się rozsypie, porozrywają uprząż, sanki gdzieś w drodze zostawią i dopiero się uspokoją, gdy zwierz ucieknie albo gdy go dogonią, zagryzą i zjedzą. Powracają wtedy na głos pana te polowniki, a przewodnik stary gryzie je i karze, jakby to nie on, szelma, był się pierwszy puścił za zwierzyną i tylko dlatego był poleciał, aby te drugie psy na powrót przyprowadzić.
Kiedy wspomniałem o polowaniu, muszę opowiedzieć, jakim sposobem Sybiraki polują na dzikie gęsi. W maju, zaraz gdy lody i śniegi puszczają, przylatują ogromne stada gęsi dzikich i kaczek i to takimi masami, jakich u nas nigdy nie zobaczysz, bo po kilka tysięcy. Okrywają zupełnie jeziora, rzeki i moczary sybirskie; tutaj przez niejaki czas odpoczywają i gdy ciepło się powiększy, znaczna ich część puszcza się w dalszą drogę ku Oceanowi Lodowatemu, gdzie około dwu miesięcy pozostają, a we wrześniu popasają znowu w Syberii, skąd dopiero gdy je mrozy nacisną, uciekają do ciepłych krajów. Właśnie z tego czasu, gdy te masy ptactwa przelatują, myśliwi korzystają.
Niedaleko Junina było duże jezioro, otoczone borem; w boru były wyrąbane trzy szerokie drogi, może na sto kroków. Na długich drągach w tych wyrębach rozpięliśmy długą sieć, która przeszło sto kroków była szeroka, a ze trzysta długa; sieć rozwiesiliśmy na trzydzieści stóp wysoko, a była tak do tych drągów przymocowana, że za pociągnięciem sznurów opadała nagle na dół i swoim ciężarem przygniatała wszelkie ptactwo, które w tej chwili pod nią przelatywało.
Po rozpięciu sieci zostawiliśmy przy każdym drągu wartę, a sami obeszliśmy jezioro i z drugiej strony tych wyrębów wsiedliśmy na łódki i z wolna przybliżaliśmy się do gęsi, które prawie pokrywały większą część jeziora. Gęsi, jak nas zobaczyły, zaczęły płynąć w przeciwną stronę, ku wyrębom, a że były zmęczone daleką drogą, leniły się z wyleceniem. Tymczasem myśmy powoli coraz bliżej podjeżdżali, aż gęsi były zmuszone się porwać, a że od razu nie mogą się wznieść w górę, powoli wzlatując, tłoczyły się prawie do wyrębów i przelatywały masami pod sieciami. Gdy nasze warty zobaczyły, że wielka masa dzikich gęsi jest pod siecią, na znak dany wszyscy razem pociągnęli za sznury, a ciężka sieć, spadając, przycisnęła do ziemi wszystkie gęsi, które pod nią były. Czym prędzej dopłynęliśmy do brzegów i pobiegliśmy do sieci; tu dopiero rozpoczęło się mordowanie gęsi, które trwało może z dobre pół godziny; deptaliśmy po gęsiach i kijami zabijaliśmy. Dosyć powiedzieć, że po wybiciu wszystkich gęsi zwinęliśmy sieć i naładowali gęśmi sześć wozów czubatych; na drugich wyrębach też tyle nabili.
Po przywiezieniu gęsi do wsi ze dwustu ludzi wzięło się do czyszczenia, skubania, potem do peklowania233 gęsi. Robota trwała ze trzy dni. Potem zimą dopiero odwieźliśmy do Omska beczki napełnione peklowaną gęsiną i pierze, za co ładne pieniądze otrzymaliśmy w zysku.
Im lepiej rozważę Syberię, tym bardziej mi się zdaje, że pomimo tych okropnych mrozów źle by tam nie było, bo Pan Bóg bogato ten kraj obdarzył. Czemuż tymczasem Sybir jest postrachem i groźbą prawie większą aniżeli śmierć?