27. Powrót do stron rodzinnych

Na moje szczęście Pan Bóg skarał cara, zabierając mu najstarszego syna, następcę tronu253, który, jak ludzie mówili, gdzieś we Włoszech zginął. Po tej śmierci car widać się uląkł kary Bożej za swoje okrucieństwa i ułaskawił dosyć dużo z naszych254, a ku mojej wielkiej radości i ja byłem pomiędzy nimi i moi dwaj koledzy, z którymi mieszkałem.

Zaraz zawołał nas smotrytiel do siebie i powiedział, że jeżeli oddamy pożyczone każdemu z nas pięćdziesiąt pięć rubli, to odeślą nas do domu. Przedstawiliśmy panu smotrytielowi, że tych pieniędzy nie mamy. Kazał nam tedy podpisać pismo, jako zobowiązujemy się oddać te pieniądze później. Nazajutrz wyjechaliśmy do Omska kibitką.

Tak to z łaski Pana Boga wydostałem się po pięciu latach ze Syberii!

Jechaliśmy z powrotem tą samą drogą, jaką mnie wieźli na Sybir, i tylko dwa dni odpoczywaliśmy w Petersburgu, skąd dalej do Warszawy. W Warszawie znów dzień czekałem, aż konsul pruski przyszedł mnie rozpoznać i wypytywać, czy jestem pruskim poddanym; gdy mu wszystko rozpowiedziałem, jak było, dał mi pismo, z którym mnie na drugi dzień odstawił żandarm rosyjski do Aleksandrowa255, gdzie mnie pruskiemu żandarmowi oddał i ten mnie do Głogowa256, do fortecy, odstawił.

W Głogowie poszedłem pod sąd za ucieczkę z wojska pruskiego i zostałem skazany na dwa lata do taczek. Ale to muszę powiedzieć, że się ze mną bardzo dobrze obchodzili przełożeni i szanowali za to, żem się bił za Ojczyznę.

Teraz, kończąc, powiem szczerze, że nie żałuję tego, com wycierpiał za Ojczyznę naszą Polskę, i Boga tylko o to proszę, żebym mógł jeszcze kiedy „choćby za nią życie położyć”.

I tak sobie teraz spokojnie żyję, Boga chwalę, pracuję i ciągle myślę, że mi Bóg jeszcze dożyć pozwoli tej chwili, gdy polskiemu narodowi będzie lepiej i będziemy mogli każdemu śmiało w oczy patrzeć, nie jak dziś, gdy każdy nami pomiata.

Skończyłem dn. 5 maja 1892 r.

Przypisy: