Niedługo przecież trwały te czasy weselne,

Na złe wyszła wspaniałość. Przyjaciele kuchni,

Junacy heroiczni, wzdychacze miluchni,

Filozof i na koniec, jak pustki postrzegli,

Z maksymami, z wdziękami, z junactwem odbiegli.

Został się niedostatek, z nim wstyd dawnej pychy;

A co niegdyś wystrząsał kufle i kielichy,

Co szampańskim, węgierskim2 pyszne stoły krasił,

Wiadrem potem u studni pragnienie ugasił”.

„Jak to przyszło?” „Nieznacznie. Łakome są żądze,