A przeklinając nieszczęśliwe czasy,

Resztę kaptura nasadził na uszy.

Już się wymykał... wtem kuflem od wina

Legł z sławnej ręki ojca Zefiryna.

Ryknął Gaudenty jak lew rozjuszony,

Gdy Hijacynta na ziemi zobaczył;

Nową więc złością z nagła zapalony,

Żadnemu z ojców, z braci nie przebaczył:

Padł i mecenas z krzesłem przewrócony,

Definitora za kaptur zahaczył,