Nie masz ich też, a jeśli niekiedy zabrzęczą,

Napłaczą się poddani pierwej i najęczą.

Wstydziemy się szelągów, złota trzosy nosim,

Cóż po tym, kiedy z lichwą ledwo je uprosim

Albo czyniąc bezwstydną zyskowi ofiarę,

Przedajemy za złoto ojczyznę i wiarę.

Złoty to handel, o bracia! Nikt na nim nie zyska;

Choć ostatnia potrzeba gnębi i przyciska,

Lepiej być i żebrakiem, ale żebrać z cnotą,

Niż siebie i kraj wieczną okrywać sromotą.