Tak niezwyczajnie słońce zaczęło dopiekać,

Iż nie mając wśród pola żadnego schronienia,

Z rozpostartej umbrelki zyskał pomoc cienia.

Wtem zbierały się chmury i wiatry powstały;

Lubo w tej porze3 bramin cierpliwy i trwały,

Przecież widząc, co zyskał, rzekł sobie: «Duch zdarzył.

Kto wie, może w tym darze i inne skojarzył?»

Gdy mu więc wiatr był przykrym mocą swoją wielką,

Zastawił się i zyskał schronienie umbrelką.

Po wietrze deszcz się puścił i gdy pola moczył,