Mam nadzieję, że choćby pod wpływem tego, co poprzednio pisałam, uznasz i odczujesz słuszność mego sądu.

Wszak to jest tak naturalne, że to uczucie skromności i wstydliwości, które ci każe każdy śmielszy ruch, każde nawet niedyskretne spojrzenie mężczyzny odczuwać jako obrazę, przerodzić by się mogło we wstręt, w naturalny, a niepokonany protest całej twej natury, gdyby człowiek, który ci jest obojętny, chciał cię uczynić matką swych dzieci, dzieci, biorących początek nie z miłości, lecz z przymusu. Gdyby zaś do poddania się temu przymusowi skłaniać cię miała myśl, że mąż twój wynagrodzi ci go przez zapewnienie ci dostatecznego utrzymania, w takim razie żadne zręczne frazesy nie zdołałyby przed tobą ukryć tej prawdy, że sprzedałaś siebie za kawałek chleba albo za wygodne mieszkanie, ładne suknie i kosztowne meble.

Sądzę, że czujesz, jak cię sama ta myśl poniża.

Nie dość na tym, że musiałabyś znosić przymus, musiałabyś go jeszcze pokrywać, a co więcej, uroczystym, zaprzysiężonym kłamstwem maskować. Uznanie, że tylko miłość poważna i głęboka może być uczciwą i moralną podstawą związków małżeńskich, skłoniło Kościół do uczynienia jej warunkiem niezbędnym udzielanego nowożeńcom błogosławieństwa. Kochając czy nie kochając, będziesz musiała przed ołtarzem miłość swemu mężowi przysięgać, a czymże będzie związek oparty na krzywoprzysięstwie?

Czy wobec tego moralnego poniżenia może cię pocieszać dostatecznie myśl, że twój małżonek ma byt zapewniony i charakter? Jeżeli istotnie ma dobry charakter, to nie jesteś go godna, bo dajesz dowód złego charakteru, oszukując go; jeżeli zaś nie ukrywasz przed nim swego wstrętu, to on nie daje dobrego świadectwa swemu charakterowi, wyzyskując twe moralne poniżenie.

„Czasem takie małżeństwa bywają bardzo szczęśliwe, czasem miłość przychodzi po ślubie” — powiadają. — Zapewne. Najprzód są różne rodzaje szczęścia, a niektóre z nich zbyt marne i zbyt drogo kupowane. Co zaś do miłości, zjawiającej się po ślubie, to co do niej żadnej naprzód gwarancji mieć nie można i licząc na nią, zbyt wielkie popełnia się ryzyko.

Pominąwszy już nawet samą moralną brzydotę takiego gwałtu zadanego najszlachetniejszej cząstce twej natury, niebezpieczeństwa wynikające z niego są bardzo poważne.

Stosunek wzajemny, który u kochających się małżeństw sprawia nieraz, że po dłuższym pożyciu stają się i moralnie, i fizycznie nawet do siebie podobni, u małżeństw z wyrachowania i rozsądku bywa źródłem rozterki, nieufności i ciągłego rozjątrzenia. Żadne z nich nie znajduje w takim związku zupełnego zadowolenia swej naturalnej potrzeby miłości i zupełnego oddania się; jedno podejrzewa drugie, a dom, w którym się zagnieździ nieufność, podejrzliwość i zazdrość, ognisko rodzinne osnute brudną pajęczyną kłamstwa, oszustwa, komedii, sprofanowane kłótnią i walką — nie może być dla dzieci ciepłym gniazdem i bezpiecznym schronieniem, w którym by swe siły fizyczne i duchowe pomyślnie rozwijać mogły.

Z domów takich wychodzą dzieci obarczone kalectwem duchowym, charaktery wykolejone i ułomne, nieuleczalnie chore, nieraz ludzie tacy, którzy nieszczęście swoje noszą w sobie, tak że ono wraz z nimi rośnie, dojrzewa i dopiero wraz z nimi umiera.

Dziś jeszcze jesteś młodziutka, a myśl o dzieciach własnych, o ich przyszłości, o ich szczęściu i charakterze wydaje ci się tak odległa, jak myśl o śmierci; na razie w twoich planach i marzeniach wcale w rachubę nie wchodzi. Ale czas bardzo, bardzo szybko mija, chwila twej zupełnej dojrzałości się zbliża, a losu swego przewidzieć nie możesz. To jedno zaś jest rzeczą niezawodną, że ze wszystkich uczuć, jakich doznać możesz, uczucie macierzyńskie będzie najsilniejsze; ze wszystkich obowiązków, jakie na ciebie spaść mogą, obowiązki macierzyńskie najświętsze i ze wszystkich odpowiedzialności, jakie ci ponosić przyjdzie, odpowiedzialność matki najcięższa.