Cokolwiek inaczej rzecz się przedstawia, gdy chodzi o dziewczęta; inaczej o tyle, że mniej mamy złudzeń i mniej też może doznajemy zawodów.
Wprawdzie i dziewczętom coraz częściej stawiamy analogiczne pytanie, ale je zwykle formułujemy inaczej. Rzadziej „Czym będziesz?”, częściej zaś pytamy: „Co będziesz robiła, gdy dorośniesz?”, już przez sam układ zdania zaznaczając, że zdobyta zdolność fachowa ani o wartości, ani o przyszłości naszej córki w oczach naszych nie stanowi.
Chodzi nam po prostu o to, czy znajdzie zarobek i jaki, jeśli go potrzebować będzie.
Choć nie wypowiadamy tego ostatniego zastrzeżenia, to jednak w duszy powtarzamy je zawsze, nigdy nie wyrzekając się nadziei, że może patent nauczycielski, że może świadectwo ze szkoły handlowej okażą się dla naszych córek niekoniecznie potrzebne. Cieszą nas i u nich dobre cenzury i stopnie, ale cieszy nas więcej ich rozkwitająca młodość, ich wdzięk i towarzyskie przymioty.
Gdy chodzi o synów, liczymy na szkoły, gdy chodzi o córki, liczymy na pomyślne okoliczności, ale nigdy nie liczymy na własne dzieci, myśląc o ich przyszłości.
I słusznie! Bo czyż wiemy, czym są nasze dzieci, co się w ich duszach dzieje, jakiego to rodzaju są ludzie, jak żyć chcą i jak żyć umieją? Do czego dążą, jak żyć pragną i jakimi środkami upragnione cele zdobywać chcą i mogą? Wiemy tylko, że nasze dzieci się uczą, a jak się uczą i czego, wskazują nam cenzury.
Reszta jest wielką niewiadomą i dla nas, i dla nich samych.
Przecież i one nie wiedzą, jak żyć będą, bo one wcale żyć nie próbowały. Po prostu nie mają na to czasu. Wstają rano, idą do szkoły, wracają, jedzą obiad i (w najlepszym razie) po godzinie przechadzki zabierają się do przygotowania lekcji, a potem, jeśli lekcja muzyki, konwersacji w obcych językach lub tym podobne reszty dnia nie zabiorą, po krótkim wypoczynku, mniej lub więcej hałaśliwym i ruchliwym, z książką pod poduszką idą spać.
Ale ślęczeć nad książkami, czytać i pisać, odrabiać zadania i wydawać lekcje2 to nie znaczy żyć! Z przeżuwania cudzych myśli i z zewnątrz, przez pośrednictwo książek, zdobytych wiadomości, z gimnastyki umysłowej i naukowych popisów składa się minimalna cząstka życia dorosłego człowieka. Naszym dzieciom zabierają one dzień po dniu. Na szczęście mamy dni świąteczne, wakacje, czasem nawet bardzo długie. Wszystko, co dzieci wtedy robią, nie bierze się w rachubę; jest to dla nas mniej więcej obojętne, o tyle, o ile my jaki taki mamy spokój, o ile nam w drogę nie wchodzą.
Z chwilą otrzymania cenzur dzieci nasze wolne są od wszelkich obowiązków i mogą się bawić, jak chcą, byleby po wakacjach znowu zabrały się do pracy i uczyły się równie dobrze.