Dlatego też należałoby jednym systemem wychowawczym objąć i chłopców, i dziewczęta nasze, wychowywać je według wspólnych zasad ogólnie obowiązującej moralności i o ile tylko można, wychowywać je razem. Niechajby, zbliżając się do siebie przy nauce i zabawie, przy wspólnych pracach i razem spełnianych pożytecznych i dobrych czynach, będących dla jednych i drugich przygotowawczym ćwiczeniem moralnym, uczyli się poznawać i szanować wzajemnie, cenić w mężczyźnie i kobiecie człowieka. Niechajby przywykali patrzeć jedni na drugich nie jako na młodzież do tańca lub panny do flirtu, lecz jak na pomoc i podporę życia. A jednym i drugim należałoby tłumaczyć życiowe zjawiska i wyjaśniać, że miłość nie jest ani żakowskim wybrykiem lub kawalerską hulanką, ani salonową rozrywką i pokarmem dziewczęcej próżności, lecz źródłem życia i że kto to źródło mąci i zatruwa, ten zatruwa i mąci życie samo.
Jednym i drugim wreszcie trzeba by wpajać zamiłowanie do pracy. Niechaj nauczą się cenić ją samą przez się, a nie tylko jako środek do zdobywania wygód i przyjemności życia. Praca jest warunkiem zdrowia, ochroną od pokus, rękojmią równowagi moralnej, musi to być jednak praca świadoma swych celów i swej wartości, praca, o jakiej Żmichowska mówi:
„Ofiarna z bogactwa duszy, nie z jej nędzy, ofiarna przez datek i przez prawdziwą, widomą ofiarę. Dla bliźnich ten tylko użytecznie pracuje, kto im ciągle coś ze siebie i ze swego dawać może: pieniądz, uczucie, jasność myśli, dzielność ramienia!”19
Żmichowska, u której znajomość życia i trzeźwość sądu łączyły się w przedziwną harmonię ze wzniosłym polotem etycznych dążeń, zrozumiała to doskonale, że wzbogacenie i spotęgowanie indywidualności ludzkiej nie tylko nie jest szkodliwe, ale jest wprost konieczne, jeśli moralność nasza ma się stać altruistyczna i społeczna.
Wyraziła to najdosadniej w następującym zdaniu:
„Nam trzeba cnót siły, cnót tryumfu, nam trzeba koniecznie cnót szczęścia, żeby inni w nas wierzyli i tak jak my cnotliwymi się stali. Pojedynczej duszyczki Bóg chyba teraz nie wpuści do Królestwa swego; to samolubne zbawienie postów i umartwień, długich pacierzy i ciasnego życia nie jest zbawieniem godziny dzisiejszej. Cierp, ale żeby braciom twoim weselej było na świecie, módl się, żeby nieprzyjaciołom twoim jaśniej było w duchu, to Bóg policzy kiedyś cierpienia i przyjmie modlitwy twoje”.20
A poza tym czegóż jeszcze dla podniesienia poziomu moralnego naszej męskiej czy żeńskiej młodzieży potrzeba?
Potrzeba jej nowych ideałów, ale nie naszą jest rzeczą to jej żądanie zaspokoić. Nowych ideałów nie fabrykuje się na zawołanie, nie robią ich starzy na użytek młodych pokoleń. Ideały młodzież sama stworzy.
Pielęgnujmy tylko starannie roślinę ludzką, niechaj rozwija się i rośnie w słonecznym blasku prawdy i dobra, niech czerpie zdrowe soki z rodzinnego gruntu, niech ją otacza ciepła i czysta atmosfera uczciwych prac i szlachetnych dążeń, a tak jak wiosna zdrowe drzewa świeżym kwieciem okrywa, tak nieuchronnie rozkwitająca w pomyślnych warunkach młodość blaskiem nowych ideałów zakwitnie.