Przede wszystkim, jak zaznaczyłam, moralność nie na fałszu, lecz na prawdzie opartą, na prawdzie w najszerszym jej rozumieniu, na zgodności i konsekwencji między myślą, słowem i czynem.

W tym celu jednakże należy nasze zasady moralne przystosować do natury ludzkiej, wymagań życia i warunków społecznych.

Nie żądajmy cnót niewykonalnych, ażeby mogły być wykonywane. Liczmy się z życiem poważnie i wszczepiajmy w nasze dzieci w pierwszym rzędzie takie zasady, których ciągłe zastosowywanie i im samym, i innym za ich pośrednictwem najwięcej trwałego szczęścia przyczyni.

Jeżeli zaś mówię o przystosowaniu moralności do natury ludzkiej i wymagań życia, to bynajmniej nie mam na myśli jakiegokolwiek obniżenia naszych etycznych aspiracji. Natura ludzka jest znacznie bogatsza, niż to zdawać się może nam, którzy ją nieustannie fałszujemy i kaleczymy, ubożymy i krępujemy. Człowiek ogromnie wiele znieść, ogromnie wiele dźwignąć, zdziałać i zdobyć może — jeśli tylko ma do tego dość silne pobudki.

W tym znaczeniu zasada „mierz siły na zamiary” nie jest bynajmniej ułudnym poetyckim frazesem, lecz zupełnie konkretną prawdą życiową. Siły nasze istotnie wzmagają się i potęgują odpowiednio do zamiarów i każda wielka chwila dziejowa dostarcza na to dowodów; trzeba jednak, ażeby one równolegle do tych zamiarów rozwijały się i rosły i aby zamiar nie powstał wtedy dopiero, gdy siły już roztrwoniono.

Przez wzmocnienie i potęgowanie dodatnich pobudek w naszych dzieciach wzmożemy ich dzielność i odwagę. Nauczymy ich chcieć, chcieć nie na krótki, kilkudniowy termin, z uporem dziecka domagającego się nowej zabawki, lecz chcieć na całą długość życia ludzkiego, z niezłomną wolą męża, który wie, dokąd i dlaczego dąży. Nauczymy je także przełamywać trudności i w tym ich zwalczaniu widzieć swą chlubę i godność. Nauczymy je szanować siebie i cenić ludzkie dostojeństwo, nie tylko w sobie, lecz w każdej choćby najniżej stojącej istocie ich gatunku. Nauczymy je ochraniać swoje siły i zdrowie nie przez instynkt samozachowawczy — gdyż jak słusznie jedna z autorek angielskich zauważyła, instynkt ten w młodości nigdy zbyt silnej nie stanowi pobudki — lecz przez szacunek dla swoich ludzkich przeznaczeń, przez głębokie przejęcie się swymi życiowymi zadaniami.

Istotnie, czyż człowiek zamierzający wielkich dzieł dokonać, narazi się na to, by w 25 roku życia stanąć u schyłku moralnego i fizycznego bankructwa?

A dalej wpajać musimy w nasze dzieci przekonanie, że życie nie jest sposobnością do używania, lecz do działania, i że tylko takie zgodne z naszą naturą i przeznaczeniem działanie istotne szczęście przynieść może.

Zadaniem wychowania moralnego powinno być nie skrępowanie, lecz wzbogacenie indywidualności, wytworzenie w niej tylu czynnych i pozytywnie działających potęg, by ona kipiała życiem i stała się ogniskiem życia w swym otoczeniu. Śmiała i samodzielna myśl, gorące serce, dzielne ramię, wysokie dążenia, nieustraszona odwaga, niewzruszona wytrwałość i niestrudzona praca, prawda w uczuciach, myślach i słowach, a mężne znoszenie wszystkich konsekwencji świadomie spełnionych czynów, miłość ogarniająca bliższe i dalsze kręgi myślących i czujących istot, przeszłe i przyszłe pokolenie ludzi — oto cnoty, które w synów naszych wychowanie wpajać powinno.

A jakież cnoty przeznaczamy dla naszych córek? Dosłownie te same. I im także potrzebny rozum, odwaga i męstwo, i im również potrzeba prawdy w uczuciach i słowach, i dla nich wytrwałość i praca są jedyną uczciwą do celu wiodącą drogą.