Matka karci dzieci, gdy są niegrzeczne — ojciec, gdy mu przeszkadzają, co, jak dobrze wiadomo, nie zawsze chodzi w parze z winą dziecka. Matka napomina, gdy dziecko przewini — ojciec, gdy jest w złym humorze, gdy interesy źle idą, zwierzchnicy niełaskawi lub podwładni nieposłuszni; wie on, jakie chce mieć dzieci — ale ona tylko wie, jakie one są istotnie.

Ojciec tworzy dla nich plany na przyszłość, ale nie zna ich naturalnych skłonności i rzadko raczy je uwzględniać. Najczęściej nie ma nawet pojęcia o współczesnych zdobyczach pedagogii, o jej postępie, o ulepszonych metodach i nowych poglądach. O wychowaniu wie tyle, ile z własnego pamięta dzieciństwa, i jeśli był tyle nieszczęśliwy, że go w piątym roku życia książkową zamęczano pracą, gorszy się nieuctwem syna, który w tymże wieku swobodnie na drewnianym kiju hasa i o sylabizowaniu nie chce słuchać.

Niekiedy zresztą inaczej się dzieje. Matka kieruje wychowaniem dzieci, a ojciec bawi się nimi w wolnych chwilach i śmieje się z niewłaściwych postępków, poczytując to sobie za niewinny żarcik, jeśli dziecko odrywa od zajęcia, które mu wyznaczyła jego żona.

Niepodobna przecież dzieci wychowywać z dala od ojców i wszelkie odjąć im do nich prawa. Mają oni nie tylko prawo, lecz obowiązek przekazywania im tych cnót i zalet, które sami cenią, zakreślania im kierunku w życiu i wspierania ich rozwoju.

Jest nie tylko ich prawem, lecz obowiązkiem wglądanie w postępowanie matki, prostowanie jej błędów lub zapobieganie jej niedbalstwu.

Jakże jednak uczynić to mogą, jeśli nie mają najmniejszego pojęcia o pedagogii, jeśli psychologia, a zwłaszcza psychologia dziecka jest dla nich już nie „du grec15, boć16 czasem greczyznę znają wcale nieźle, lecz „du chinois17?

Jeśli rola mężczyzny w rodzinie sprowadzić się ma do zera, jeżeli ma on być w domu kwartalnym dostawcą pieniędzy, wołem roboczym, który w jarzmie chodzi i tylko dla dobrej paszy na obiad i na kolację powraca, to można powiedzieć, że obecny kierunek jego wychowania jest zupełnie właściwy, wystarczający i odpowiadający celowi.

Jeżeli jednak taki stan rzeczy nie jest ideałem społeczeństwa, jeśli nie dosyć dobrą jest gwarancją szczęścia jednostek i pomyślnego rozwoju przyszłych pokoleń, to należałoby przede wszystkim kształcić i wychowywać chłopców w taki sposób, aby nie tylko zdolnych lekarzy, prawników, inżynierów, kupców, lecz także dobrych mężów i rozumnych ojców krajowi przysporzyć.

*

Jakąż tedy18 moralność wpajać winniśmy w nasze dzieci i jaką choćby w tym celu wyznawać sami?