gdy inne tu rządziły dźwięki,
żaby o zmierzchu, kogut rano —
tęsknię do tego kraju, gdzie grzechem jest popsuć gniazdo bocianom.
Dziwiąc się, że góra pieczywa
wśród zwałów sztucznego tworzywa
na miejskim śmietnisku się wznosi —
tęsknię do tego kraju, gdzie kromkę Chleba z ziemi się podnosi.
Erem zwiedzając, gdzie mizantrop
turystów epatuje mantrą
znudzony nią jak tysiąc mopsów —