przez umundurowane gówno

hańbiące się dla nędznej premii —

tęsknię do tego kraju, gdzie podnosi się kromkę Chleba z ziemi.

Słuchając wycia pogotowia,

co, mimo strajku służby zdrowia,

mknie przeciw ciosom, guzom, ranom —

tęsknię do tego kraju, gdzie grzechem jest popsuć gniazdo bocianom.

Taksując wzrokiem wygląd bydląt,

gdy w czystej rzece brud swój mydlą

głupi, lecz piękni: nadzy, bosi —