jak ślepiec w hotelu. Nic się nie układa
w kontekst czytelny i prosty. Irytuje mnie własne,
zaszyfrowane życie. Pojadę do miasta i co?
Odsłonięte brzuchy i rąbki półdupków, ładne,
ale nic więcej. Nie jest Prawdą to, co się wydaje
tym młodym kobietom. Przypadkowe spotkania znajomych,
grzecznościowy bulgot? Lepiej zostanę w domu
i zacznę pisać romans. Będę więc zmyślać, zmyślać.