upałowi. Podoba mi się sposób, w jaki dziewczyna stąpa

po skoszonej łące. Poddaję się.

Ich czarowi. Leżąc w trawie śledzę, jak jedzą skąpy posiłek,

on się oblizuje, ona analizuje swoją twarz w lusterku,

wstaje i zwija śpiwór, idąc za nim w kucki, chyba wysportowana.

I stają mi się bliscy, choć z oczywistych powodów

rozbiliśmy namioty na przeciwległych krańcach polany.

Co mnie tak pociąga? Nie lep seksu, też byłem już dziś na szczycie;

nie chęć by zawrzeć znajomość, nawet nie mówię im „cześć”.

Symetria, w jakiej żyjemy. Mam w nim brata-bliźniaka,