Co za historia. Nie lecą tu żadne bombowce,
nie skrada się czarny kidnaper, hałaśliwy ratunek
szwarcenegerów, vandammów, nie będzie tu potrzebny.
Mleko, miód, biel, nieśmiałe żółcie, nawet przy drobnych zranieniach
pastelowa krew. Motyle i aniołki. Nocą
nietoperze, bezszelestni nawigatorzy
naszych snów. Liczenie baranów sto razy
lepsze niż „Milczenie owiec”, miara twojego oddechu
porządkuje miał myśli, piach i mak. Równy deseń firanki, księżycowej woalki,
odwołuj się do tego wzorca, kiedy mnie tu nie będzie,