pod ratunkowym kołem księżyca.
Onieśmielany przez ryby, ich wieczystą obecność,
spłukuję z siebie brud, brodząc w strumieniu.
Wierność, wytrwałość, cierpliwość zajmują moje myśli
gdy patrzę jak korzeń sosny oplótł skałę, absolut,
i rośnie, i trwa na kamieniu, samotnie górując nad światem.