Pozytywka

Na ławce został śpiwór i francuska książka,

filiżanka po kawie. Marylou albo Rysio

musieli tu rano korzystać z październikowego słońca.

Ich prawdziwe imiona to Marlene i Richard,

uczą się pilnie polskiego, na marginesach książek

zostawiają zapiski: „djenkouyem, smatchnego, gdje,

chechtch, chiedem, ochiem, djevinch, djechinch”. Szeleszczą

liście dębu pod kołami wózka, gdy dmuchnie następne płyną

jak armada dłubanek, które jakimś cudem