jako ten, obok którego wirtuoz ciska nożami. Dzisiaj wiem:

o czym innym marzyłem. Mieć w sobie wieczny zapłon,

eolską harfę w piersiach, ciągłą gotowość, by biec,

prozac życia. Jak święty, który oszukał, chodzę w aureoli

noży, które drżą jeszcze wokół znudzonej głowy, precyzyjne chybienia.

Nie marzę, żeby orgazm dłużył się jak godzinki ani o eliksirze

młodości, choć marzę: niech będzie jak dawniej, tylko troszeczkę mniej.