Zaalarmowany zastępca szeryfa ujrzał leżące prześcieradła

i chustę na głowę zwiniętą osobno na jednym miejscu.

„Odór był tak silny, że policjanci musieli założyć maski”.

Wszyscy się rozeszli, lecz Magdalena trwała na zewnątrz i płakała.

Ktoś stanął za jej plecami, zapytał, co się zdarzyło.

„Był dobry, taki łagodny, wypędził siedem demonów

z mojego ciała, i za co!” „Wytrzyj łzy, przestań szlochać”.

Kątem oka dostrzegła, że stoi w jednym — i to pół — bucie.

„Zabili go”, wyszeptała zbielałymi wargami, „zabili go”. „I uciekł?”