pojazd kosmiczny Ti, gdy był najbliżej Ziemi. Albo ta wichura.

Ponad sto na godzinę. W mieście pełno szkła i potłuczonej dachówki.

Czasem sucha gałąź frunęła z wysoka jak młody pterodaktyl,

który wypadł z gniazda. Przewracali się ludzie

na żenujących dwu nogach).

„O tu tu, w lewo!” — przemogłem gwałtem szczękościsk. „Zapomniałem uprzedzić”.

„Spokojnie, spokojnie, pamiętam, już kiedyś wiozłem pana”.

Dwa tysiące lat temu. „Wesołych świąt”. Trzaśnięcie, warkot silnika,

mżawka. Symetria wody i ognia. Więc jak to było? Było

jeszcze ciemno. Magdalena spojrzała na odsunięty kamień.