Bryła

brudnego

lodu.

A za nią pięćdziesiąt milionów kilometrów ogona gazów i pyłów.

I, że za dwa tysiące lat pojawi się znowu. Nadzieja, że ktoś tutaj

będzie jeszcze wierszował. Albo jeszcze nie:

może planetą będą władały zielonookie anusy

uodpornione na bakcyl, który zmiecie mocarstwa i oszalałe narody;

sympatyczne jak czterdzieścioro samobójców z San Diego,

którzy katapultowali się za pomocą barbituranów na podążający śladem komety