na szczycie góry, na dachu bunkra,

śledzie weszły do połowy. I tylko do połowy

pewność, że nie zdmuchnie nas wiatr, że to,

że tak, że na wieki. Wyszedłem rano na świat

i drapieżny ptak odpłynął w błękit jak relikt.

Spojrzałem na blok betonu z prętami zbrojeniowymi jak źle skręcony warkocz

i pomyślałem o czasach, gdy także czułem się mocny.

*** [Wyłania się z gąszczu nad rzeką...]

Wyłania się z gąszczu nad rzeką w jednoczęściowym kostiumie bordo.

Piętnaście minut wcześniej z namiotu sztukowanego żerdką