w liście zza Sandomierza: „Ubieram się ciepło, zwłaszcza
lubię mocno się ściskać paskiem płaszcza,
to jest jak twój uścisk”. I dalej: „Nie palę po kiblach, alkoholizuję
się tylko przy tobie, do kina chodzę sama,
wieczory spędzam w domu, co za życie! Nawet się obywam
bez narkotyków”. Przelatuję wzrokiem jeszcze raz te zdania,
czuję się wymyślony jak Hamlet i Dania, dziwny amalgamat
życia i martwoty. Gdy język mnie uśmierca, ożywia mnie dotyk.
Thoreau: wstawaj wolny od trosk przed świtem i poszukuj przygód
Językiem i wargami tak nieporadnymi w mowie, sprawnie uruchamiam rytmy ukryte