izolowanej. Nos szarpie narkotyk powietrza.

Gotowe obrazy: latawiec nad łąką maleńki jak plemnik,

jedynak w całym błękicie. Dzieci podążające

na Mszę, ze święconką w plecionych koszyczkach

jak z chorym kotem, uważne. Wilgotne zatoki zmierzchu,

punkcje halogenów. Kubistyczny kościół jak makieta rakiety

oświetlona od wewnątrz, odłączam rzężącą prądniczkę,

żeby usłyszeć pół zdania od dowódcy lotu: to noc

rozerwania potęg

zła i ciemności, śmierci i grzechu. Tak?