szykując się do skoku dwadzieścia metrów w dół,

jeszcze się trzyma barierki, pręży, odchyla głowę

i pluje z rozmachem w wodę, okazując pogardę

wszystkiemu, żądając podziwu i zdobywając go,

choć kiedy leciał wydawał mi się głupi i stracony.

*** [„Teren prywatny, wstęp płatny...”]

„Teren prywatny, wstęp płatny. Henryk Sułuja”, namazane na desce.

A pięć jabłek podanych na dłoni rudej krowie, czy nie było zapłatą?

Mieliśmy lunetę, więc stawali mi się

bliscy ci ludzie na odległym brzegu, wystarczyło, aby ktoś