Lidce.

Kładąc Dawidowi pod poduszkę prezenty,

po pierwsze, niespodziewanie jestem kimś świętym.

Po drugie, wreszcie światy za pierwszym zakrętem

czasoprzestrzeni to najbliższe okolice.

Po trzecie przez chwilę jestem własnym rodzicem

i rozumiem twarz Matki zniszczoną przez kłótnie,

na której rano tkwił giocondowski półuśmiech

tajemnej wiedzy. „Ktoś chodził w nocy po domu,

sprawdź, może Mikołaj dał ci coś po kryjomu...”