nijaki, zajęty sobą i wciąż się zsuwającymi

pudłami taśm i płyt, właśnie się wyprowadzam

z radia. Plecak pełen listów, strach pomyśleć

o kłębiącym się wewnątrz wirze ludzkich spraw, nie podołam,

choćbym życie strawił. „Patrycji Piotrowskiej”. Kocha swą córcię, więc kiedy

przychodzi do zapłaty, płacę wierszami

z dedykacją na długą noc dorosłego życia

wpisaną na kolanie. Wyprowadzam się: z błędu,

z siebie samego, z tego melodramatu, po którym zostaje woń spalin.

*** [Tutaj czas się zatrzymał...]