nijaki, zajęty sobą i wciąż się zsuwającymi
pudłami taśm i płyt, właśnie się wyprowadzam
z radia. Plecak pełen listów, strach pomyśleć
o kłębiącym się wewnątrz wirze ludzkich spraw, nie podołam,
choćbym życie strawił. „Patrycji Piotrowskiej”. Kocha swą córcię, więc kiedy
przychodzi do zapłaty, płacę wierszami
z dedykacją na długą noc dorosłego życia
wpisaną na kolanie. Wyprowadzam się: z błędu,
z siebie samego, z tego melodramatu, po którym zostaje woń spalin.