— Jeśli o wnętrzności chodzi, to weź je sobie!
Dwuoczka zabrała wnętrzności kozy i wieczorem z całą ostrożnością, nie spostrzeżona przez nikogo, zakopała je w ziemi przed progiem mieszkania.
Nazajutrz, gdy wszyscy wstali, patrzą, a przed domem stoi prześliczne, rozłożyste drzewo o srebrnych liściach i złotych jabłkach. Tak pięknego drzewa nikt chyba nie miał na całym świecie! Ale ani matka, ani siostry Dwuoczki nie wiedziały, skąd się to drzewo wzięło, ona jedna tylko była pewna, że to stało się skutkiem zakopania przez nią w ziemi wnętrzności kozy.
I rzecze matka do Jednookiej:
— Wleź no, moje dziecko, na drzewo i narwij nam tych złotych jabłek.
Jednooka spełniła rozkaz matki z wielką ochotą, gdy jednak dotknęła się którego jabłka, ono wraz z gałęzią cofało się w górę. Próbowała je pochwycić na rozmaite sposoby, ale nadaremnie. Nawet żadnej gałązki ułamać nie zdołała.
— Ach, trudno jej z tym jednym okiem! — rzekła matka. Wejdźże ty, Trzyoczko, to narwiesz nam tego dobrego cały fartuszek.
Wlazła Trzyoczka na drzewo, ale i z nią powtórzyło się toż samo. Ani jedno jabłuszko, ani jedna gałązka nie dały się ująć i dziewczyna po wielkich trudach, śladem siostry Jednookiej, zleźć musiała zawstydzona na ziemię.
W końcu sama stara wlazła na drzewo, ale i ona chwytała jabłka i gałęzie w ten sposób, że zawsze trafiała w próżnię.
Co widząc, Dwuoczka rzecze: